sobota, 26 marca 2016
Roast ? Mnie nie śmieszy.
Roast się wzięło, skąd ? zza gramanicy z pewnością. W latach 20 o dziwo. Według jakże mądrej i pomocnej Wikipedii jest to komedia sceniczna gdzie zaproszeni goście wygłaszają niepochlebne monologi obrażające roastowanego i siebie wzajemnie.
Jak to moda przywędrowała w końcu do naszego kraju. Osobiście oglądałam dwa - Kuby Wojewódzkiego i Michała Wiśniewskiego. I co ? Wielkie nic i mniejsze coś. Nie porównuje nawet do wersji amerykańskich bo ich moje oczy nie ujrzały, może i lepiej bo mogę być bardziej obiektywna w moim subiektywnym poglądzie.
Nie wiem jak wyglądało to na żywo ale po zmontowaniu dosyć żałośnie. Zachwycano się najbardziej występem Dawida Podsiadło i mimo mojej ogromnej sympatii to tego człowieka - mnie to nie śmieszy. Uwielbiam jego nieporadność, bezradność i ciapowatość wypowiedzi ale taką naturalną ! Kiedy faktycznie nie wie co powiedzieć albo go to nie interesuje albo mu to zwisa.Wtedy jego bezradność jest zabawna, wyreżyserowana - nie, nawet podwójne.
Absolutnie nie mam nic do wulgarnych, ostrych i ironicznych dowcipów. Wręcz przeciwnie bardzo je lubię ale nie w wersji kiedy ktoś się do tego przygotowuje, spisuje je na kartce, wychodzi na mównicę jak na ambonę i wygłasza. Czy od kabaretów były gorsze ? nie wiem bo kabaretów też nie lubię - taki ze mnie nieśmieszny człowiek. Wolę naturalne reakcje, naturalne wpadki i wypadki. Bloopers mnie śmieszą w najróżniejszych wydaniach. Znawcą nie będę i nawet nie zamierzam być. Czy można to nazwać telewizyjnym linczem ? nie do końca, śmieszniejszy jest czasem hejt w sieci niż to jak "obrażano" Kubę. To, że jest homosiem, chudy, stary bierze się za młode itp itd. To jakby odgrzewać po raz kolejny "gorszy sort" czy " taki mamy klimat".
Mało interesują mnie też statystyki, to że było tylu i tylu widzów nie znaczy, że podobało się wszystkim. Ja też byłam widzem, bardzo zniesmaczonym.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz